W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Yassumi

Aktualności

Od zdrowia Kasię dzieli jeden krok. Na leczenie w Stanach potrzebuje 800 tysięcy

2017-03-05 07:16:00
Od zdrowia Kasię dzieli jeden krok. Na leczenie w Stanach potrzebuje 800 tysięcy

Ma tylko jedno marzenie. By chodzić bez kul. I dobrze wie, że teraz jest już bardzo blisko, by je zrealizować. Najbliżej, jak tylko można. O jeden krok. Nadzieję na życie bez bólu i bez ograniczeń dał jej amerykański lekarz. I choć suma za operację i pobyt za oceanem przyprawia o zawrót głowy, ona wie, że się uda. Poznajcie Kasię, dziewczynę, która walczy o swoje marzenia.

Zawsze stała z boku

Jak to jest zawsze być inną? Stać z boku i patrzeć, jak bawią się rówieśnicy? Nie móc poskakać przez skakankę, czy zagrać z dziewczynami w gumę? Te uczucia dobrze zna Kasia Ziarniewicz. Od wielu lat dzielnie zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym czterokończynowym. Chociaż nie jest jej łatwo.

– Moje wspomnienia z dzieciństwa? Ja... nie miałam dzieciństwa – przyznaje dziewczyna po ciuchu. I zaczyna opowiadać o tym, jak jej domem stał się warszawski szpital. To tam lekarze próbowali zmniejszyć skutki porażenia mózgowego. Kilkanaście operacji, samotne pobyty w szpitalnej sali. – Rodzice starali się mnie odwiedzać, w miarę możliwości finansowych, chociaż wyjazdy, to była kosztowna wyprawa, a w domu poza mną był jeszcze starszy brat. Zresztą Konin od Warszawy dzieli spora odległość – tłumaczy Kasia. Tak naprawdę dziewczyna dorastała sama. Do domu przyjeżdżała tylko na krótkie przepustki między operacjami. A tych było naprawdę wiele. W tym ta, która jeszcze bardziej utrudniła życie dziewczyny.

– To było chyba w drugiej klasie szkoły podstawowej. Operacja na biodro, która miała pomóc w wyrobieniu panewki. Rodzice nawet o niej nie wiedzieli. Gdy przyjechali w odwiedziny, ja znów leżałam w gipsie – opowiada Kasia. Po interwencji chirurgicznej okazało się, że dziewczyna ma jedną nogę krótszą. Do tego z czasem doszły bóle kręgosłupa. I problemy z chodzeniem. Bo do tej pory Kasia poruszała się bez kul. Na palcach i nieco zgiętych kolanach. Po operacji już nie była w stanie.

Potem kolejne interwencje chirurgów. W sumie było ich szesnaście. –Miałam chyba robione wszystko. Przestawiane mięśnie w łydkach, łamane stopy, prostowane kolana – wylicza Kasia.

Nadzieja przyszła zza oceanu

W 1996 roku dziewczyna wróciła ze szpitala. W Koninie skończyła liceum. Potem studia w Poznaniu. Oswajała siebie i swoją niepełnosprawność. Każdy dzień był i jest dla niej walką. Od założenia buta, ubrania się, po dojście do pracy. – Był moment, gdzie już miałam dość lekarzy, ale kolega z pracy pchnął mnie do tego, żebym szukała dalej. Powiedział mi, że skoro ktoś coś zepsuł, to nie rozumie, jak można tego nie naprawić. Pukałam więc do różnych specjalistów. Słyszałam tylko, że mogą mi skrócić drugą nogę i obie będą równe. Albo, że mam się cieszyć, że jeszcze nie jeżdżę na wózku – wspomina.

Kasia jednak nie poddawała się. Gdy wydawało się, że już nie ma dla niej ratunku zobaczyła w telewizji program o dziewczynie, która była operowana za oceanem. – Doktor Paley postawił Martę na nogi. Wcześniej jeździła na wózku, a teraz może sama chodzić. Wtedy pomyślałam sobie, że może to jest moja szansa. Ostatnia szansa. Poprosiłam kolegę, który pracuje w tej telewizji, by pomógł mi w skontaktowaniu się z Martą. I zaczęło się wszystko kręcić – opowiada Kasia.

Już w maju dziewczyna jedzie na spotkanie – konsultację przed operacją. Do dr Dror Paleya z Paley Orthopedic&Spain Institute, który przyjedzie do Skierniewic. Kasia odlicza dni. Czeka i jednocześnie bardzo się boi. Nie bólu związanego z operacjami. Nie rozłąki z bliskimi. Tylko tego, że nie zdąży. Że nie uda jej się uzbierać kwoty potrzebnej na leczenie i pobyt na Florydzie.

Astronomiczna kwota 800.000 zł spędza jej sen z powiek. – Dla mnie jest to nieosiągalna suma. Sama sobie nie poradzę, chociaż pokonałam już w życiu wiele przeszkód. Ta jest nie do przeskoczenia – mówi cicho dziewczyna.

Na szczęście wokół niej pojawiła się silna grupa wsparcia. To przyjaciele ze szkoły, studiów i pracy. Rozpowszechniają filmik, którego pomysłodawcą był kolega, który skontaktował Kasię z Martą, zachęcają do oddawania 1 procenta, wymyślają akcje.

Chce przejechać dookoła Malty

Kasia przyznaje, że będąc dzieckiem była obrażona na Pana Boga. I miała ogromny żal do rodziców, że była tyle lat w szpitalu, ale oni robili wszystko, żeby było lepiej, oboje nie sądzili, że lekarze zamiast pomóc tak zaszkodzą. – Ciągle zadawałam sobie pytanie, dlaczego ja jestem inna? Czemu mnie to spotkało? Myślałam, że to była kara, tylko nie wiedziałam, za co. Teraz już wiem, że tak nie jest. Nie znalazłam odpowiedzi na pytanie: dlaczego, ale wiem jedno – niepełnosprawność nauczyła mnie siły i pokory – mówi.

Pomimo wielu ograniczeń Kasia pozostała optymistką. I głęboko wierzy, że poleci do Stanów. Że będzie chodzić bez kul. – Obiecałam sobie, że jak już będę zdrowa, to kupię rolki i przejadę Maltę dookoła – kończy wzruszona swoją historię.

A każdy, kto chce pomóc Kasi może przekazać pieniądze na konto: Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”, Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374 tytułem: „782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz” lub przekazać 1 procent podatku: KRS 0000382243, a w rubryce Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1 procent, wpisać 782 pomoc dla Katarzyny Ziarniewicz.

Od marzenia dzieli Kasię jeden krok. Pomóżmy dzielnej dziewczynie go zrobić.

Karolina Ławniczak





Śledź nas na

Komentarze

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom:






Jesteśmy na: