– Już 27 czerwca wystąpi Pani w Koninie razem z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej podczas Koncertu Świętojańskiego w Koninie. To nie będzie wasza pierwsza współpraca.
– Zgadza się. Z Filharmonią Poznańską miałam już ogromny zaszczyt występować podczas Ogólnopolskiego Konkursu Skrzypcowego im. Zdzisława Jahnkego w listopadzie zeszłego roku. Jest to dla mnie bardzo szczególna orkiestra ze względu na to, że właśnie w Poznaniu studiuję, ale również na ich cudowne brzmienie i cudownych muzyków. Nie ukrywam, że z wieloma z nich mam okazję mieć kontakt prywatny na co dzień, więc zarówno jest to cudowna orkiestra, jak i złożona z wielu moich cudownych kolegów, koleżanek i przyjaciół.
– Rozumiem, że to też słychać w wykonaniu, jeśli jest chemia między solistką a orkiestrą.
– Zdecydowanie. W muzyce jestem zawsze tego zdania, że nic się nie da ukryć, dlatego słychać pozytywne nastawienie między sobą, jak i to wsparcie. I to jest cudowne.
– W Koninie zagracie II koncert skrzypcowy d-moll op. 22 Henryka Wieniawskiego. Z tego co wiem, to jeden z Pani ulubionych utworów.
– Tak, w ogóle wszystkie kompozycje Henryka Wieniawskiego są dla mnie szczególnie ważne, a wydaje mi się, że właśnie ten drugi koncert to jest taka kwintesencja jego osobowości, jego twórczości i charakteru.
– To co takiego jest urzekającego właśnie w tym utworze?
– Przede wszystkim cudowne melodie, w których słychać niesamowitą czułość i empatię. To jest niesamowite. Trzeba się w to słuchać, jak i druga część, czyli romans, który jest przepełniony cudownymi harmoniami, jak i melodią, przy której nie da się przejść obojętnie. No i oczywiście finał, bardzo wirtuozowski. To wszystko jest napisane bardzo skrzypcowo, wszystko jest pod palcami i wykonywanie tego koncertu za każdym razem to jest ogromne wyzwanie, żeby właśnie oddać tę romantyczną duszę. To zawsze jest czysta przyjemność.
– A woli Pani grać w plenerze czy w sali koncertowej?
– Każdy koncert jest bardzo wyjątkowy i muszę powiedzieć, że nie ma się za wiele okazji, żeby właśnie w takich okolicznościach natury wykonywać swoje występy. Dlatego będzie to wyjątkowe. Oczywiście może nienajłatwiejsze. Miejmy nadzieję, że pogoda dopisze. Nie mogę doczekać się tego koncertu.
– Mimo swojego młodego wieku jest Pani już bardzo utytułowaną artystką, wielokrotnie też nagradzaną. Jak rozpoczęła się w ogóle Pani przygoda z muzyką?
– Pochodzę z rodziny o muzycznych tradycjach, dlatego moja droga z muzyką klasyczną była dość naturalna. Niestety, tego nie pamiętam, ale zostało to nagrane i jest w naszych rodzinnych archiwach, gdy jako 4-latka mówię, że właśnie będę grała na skrzypcach. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale tak już zostało do teraz i naprawdę spełniam moje wszystkie marzenia i wszystko idzie w dobrym kierunku.
– Z tego co wiem, to chyba nawet pierwszy konkurs miała Pani w wieku 7 lat.
– Tak, pamiętam dokładnie ten konkurs. Odbywał się w Wieliczce i oczywiście nie byłam świadoma żadnych obciążeń psychicznych, które nade mną ciążą, ale spodobało mi się to od razu i zostało ze mną do teraz.
– Pani tata jest fagocistą, więc dlaczego nie fagot?
– Wydaje mi się, że dla małej dziewczynki fagot mógłby być mało atrakcyjny, a skrzypce to od razu była miłość. Jeszcze pamiętam, że jak zaczynałam na nich grać, równocześnie zaczynałam też na fortepianie, ale jakoś tak mimo wszystko po roku tej gry na obu instrumentach, wybrałam mimo wszystko skrzypce. Serce nie sługa. I tyle powiem. Naprawdę ta miłość jest do teraz i bardzo się cieszę z mojej podjętej wtedy decyzji.
– Co dla Pani w tych skrzypcach jest takiego wyjątkowego?
– Przede wszystkim brzmienie. Po pierwsze, jest podobne do ludzkiego głosu, a po drugie ma niesamowitą amplitudę zarówno dźwięku, skalę, jak i przeróżnych barw. I oczywiście repertuar skrzypcowy jest jednym z najpiękniejszych.
– Sam instrument też jest piękny. Miałem okazję kiedyś dotknąć przez chwilę wyjątkowego i cennego Stradivariusa, na którym gra Janusz Wawrowski, pochodzący z Konina.
– Tak, ja z panem Januszem właśnie miałam niedawno okazję grać, jak i trochę więcej porozmawiać, też przyjrzeć się temu instrumentowi przy okazji nagrywania jego płyty, na której byłam gościem. Ona wyjdzie jeszcze w tym roku. Graliśmy kwartet Bacewicz na czworo skrzypiec, więc miałam okazję podziwiać z bliska te skrzypce.
– Pochodzi Pani z Katowic, płynie więc w Pani taka śląska krew. Czy ma to jakieś przełożenie na styl grania czy podejście Pani do muzyki?
– Zgadza się, pochodzę ze Śląska, bardzo się z tym regionem utożsamiam. Jeśli chodzi o samą charakterologiczną warstwę, to wydaje mi się, że to może mieć delikatny wpływ, ponieważ w muzyce trzeba być bardzo zdecydowanym. Wiele decyzji, a nawet nie jesteśmy świadomi, ile tak naprawdę ich jest, musimy podjąć w ciągu jednej sekundy. Na pewno trzeba być bardzo zdecydowaną osobą. Tacy są w sumie trochę Ślązacy, jak i również pewnie jakieś takie wpływy bardziej ludowe są mimo wszystko.
– A jakie są Pani teraz najbliższe takie plany muzyczne, bo jest Pani bardzo zajętą osobą?
– Tak jest, teraz tych wydarzeń jest mnóstwo, za co jestem niesamowicie wdzięczna.
Również, mi się wydaje, w większej mierze za sprawą właśnie konkursu imienia Jahnkego. Rozmawiam z państwem teraz z Koszalina. Za dwa dni tutaj będę wykonywać koncert Sibeliusa z Filharmonią Koszalińską. Za tydzień natomiast będę już w Zabrzu wykonywać koncert Czajkowskiego, i za ponad dwa tygodnie jest jeszcze koncert Wieniawskiego. Także jest bardzo dużo rzeczy, które też pomogą mi się przygotować do konkursu imienia Wieniawskiego w październiku. To wszystko jest tym, do czego wielu muzyków dąży i jestem niesamowicie wdzięczna za tę szansę. Każdy dzień przynosi ze sobą inne wyzwania i to jest piękne.
– Właśnie Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego to będzie taka wisienka na torcie tych ostatnich wydarzeń?
– Zdecydowanie. Mam nadzieję, że ta wisienka to będzie jednocześnie dopiero początek jakiejś większej kariery czy dalszej przygody ze skrzypcami. Szykujemy się, zobaczymy, co wydarzy się w październiku. Ja już się nie mogę doczekać i póki co robię wszystko, co w mojej mocy, żeby przygotować się na 100 procent.
– To są takie Pani najbliższe plany, a marzenia?
– To jest bardzo duże słowo. Takim moim głównym marzeniem jest popatrzeć na siebie z przeszłości i stwierdzić, że się zrobiło wszystko, co w mojej mocy, żeby być w tym miejscu. Marzę o tym, żeby robić cudowną muzykę, niezależnie, czy to solo, w orkiestrze, przed orkiestrą czy kameralnie. Uważam, że wszędzie się odnajdę i jeśli to będzie poziom, który mnie będzie satysfakcjonował, będę zaszczycona i wniebowzięta.
– 27 czerwca wystąpi Pani w Koninie. Koncerty Świętojańskie mają już swój bogaty gwiazdozbiór. Tu występowały największe orkiestry i soliści. Bardzo się cieszymy, że teraz zagra Pani i oczywiście liczę na spotkanie w Koninie.
– Ja również bardzo się cieszę. Do zobaczenia!
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz