Czy walentynkowa kolacja może naprawdę wpłynąć na libido i nastrój? Czy to tylko romantyczny mit? O tym, co faktycznie działa „od kuchni”, opowiada dr Bartosz Kulczyński z Wydziału Nauk o Żywności i Żywieniu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Naukowiec i dietetyk przedstawia czy istnieją prawdziwe afrodyzjaki, co mówi nauka o czekoladzie i szczęściu, jak dieta wpływa na emocje oraz czego lepiej unikać podczas romantycznej kolacji. Podpowiada też, dlaczego wspólne gotowanie może być najlepszym przepisem na udany wieczór i czemu libido zaczyna się… na talerzu.
Słowo „afrodyzjak” pochodzi od imienia bogini miłości — Afrodyty.
– W teorii to substancja zwiększająca pożądanie seksualne. W praktyce? Bywa różnie. Najbardziej powszechny żywieniowy afrodyzjak to owoce morza: ostrygi. I rzeczywiście, mogą one wspierać libido, ale głównie długofalowo, a nie „od ręki”. Dzięki wysokiej zawartości cynku i kwasów tłuszczowych omega-3 wspierają produkcję testosteronu i tlenku azotu (NO), co poprawia ukrwienie i parametry nasienia. Ale powinniśmy je traktować raczej jako element zdrowej diety, niż „romantyczny dopalacz” – mówi naukowiec.
Co zatem powinno znaleźć się na talerzu zakochanych?
– Na libido nie działa jeden „magiczny produkt”, tylko cała orkiestra wspominanych już składników, jak: cynk, omega-3, antyoksydanty i związki wspierające produkcję tlenku azotu (NO). Dlatego też miód, imbir czy owoce morza mogą „podkręcać” testosteron, arbuz dzięki cytrulinie poprawia ukrwienie (m.in. narządów płciowych) u obu płci, a orzechy i awokado wspierają jakość nasienia i równowagę hormonalną. Do tego dochodzi mikrobiota jelit – badania coraz częściej pokazują, że probiotyki i dobroczynne bakterie jelitowe (jak np. Lactobacillus acidophilus, Lactobacillus casei, Bifidobacterium bifidum, Lactococcus lactis) też mają coś do powiedzenia w romantycznych relacjach – opowiada dr Bartosz Kulczyński.
Ciekawostka! W badaniu z udziałem ponad 700 młodych kobiet codzienne jedzenie jabłek wiązało się z lepszą jakością życia seksualnego (związaną chociażby z większym nawilżeniem pochwy). Wygląda więc na to, że polecane „jabłko dziennie” może działać jeszcze lepiej, niż do tej pory uważaliśmy.
Udane życie romantyczne zależy od wielu czynników, w tym od poczucia spokoju, radości, bezpieczeństwa i ukojenia. Wiele osób twierdzi, że jedzenie czekolady pomaga, aby poczuć się szczęśliwym i mniej zestresowanym, co sprzyja w utrzymywaniu przez nią reputacji „poprawiacza nastroju i atmosfery romantycznej”. Co na to nauka?
– Coś w tym jest, ale powiedzmy sobie otwarcie: magia nie istnieje. W badaniu Andrei Saloni kobiety jedzące codziennie czekoladę miały wyższe wyniki w zakresie pożądania seksualnego, jednak po uwzględnieniu wieku różnice znikały. Innymi słowy: to nie ciemna tabliczka była sekretem, tylko młodszy wiek uczestniczek badania. Kakao zawiera związki (np. teobrominę, fenyloetyloaminę, polifenole), które mogą delikatnie stymulować układ nagrody i poprawiać nastrój. Efekt jest jednak subtelny i krótkotrwały. Czekolada może łagodnie oddziaływać na kwestie romantyczne, ale głównie przez przyjemność, skojarzenia i sensoryczne doświadczenie. Warto jeszcze dodać, że czekolada mocniej poprawia nastrój, gdy jemy ją uważnie. W innym badaniu osoby skupione na smaku i przyjemności doświadczały większego wzrostu pozytywnych emocji, niż te jedzące ją bezrefleksyjnie. Wniosek: liczy się nie tylko prozdrowotne kakao, ale też uważny sposób jedzenia – podkreśla naukowiec.
Nastrój w dużej mierze zależy od tego, co trafia na talerz. Składniki takie, jak: tryptofan (prekursor serotoniny), kwasy tłuszczowe omega-3, witaminy z grupy B, magnez, cynk czy polifenole wpływają na produkcję i działanie „hormonów szczęścia” – serotoniny, dopaminy i endorfin.
Co to oznacza w praktyce?
– Dla „doładowania szczęścia” warto sięgać po łososia (omega-3), jajka i indyka (źródła tryptofanu), orzechy (magnez, cynk) oraz kiszonki i jogurt naturalny, które wspierają mikrobiotę jelitową. Coraz więcej badań pokazuje bowiem, że zdrowe jelita to stabilniejszy nastrój i lepsza odporność na stres. A czego lepiej nie spożywać w Walentynki? Choć elegancka kolacja to dość powszechny element walentynkowego wieczoru, to lepiej postawić w niej na lekkość – zarówno w atmosferze, jak i na talerzu. Ciężkie, tłuste dania mogą wywołać senność i dyskomfort trawienny, skutecznie odbierając chęci na dalszą część wieczoru. Warto unikać też bardzo słodkich deserów; nadmiar cukru to szybki wzrost, a potem spadek energii i nastroju – mówi dr Bartosz Kulczyński.
A co z lampką wina do wykwintnej kolacji?
– Zbyt dużo alkoholu – mimo złudnego uczucia chwilowego rozluźnienia – może obniżać sprawność seksualną. Krótko mówiąc: umiar sprzyja nie tylko zdrowiu, ale i romantycznej chemii – odpowiada naukowiec.
Gotowanie w domu, czy jedzenie „na mieście”
A może zamiast wyjścia do zatłoczonej restauracji, „zgotować” sobie walentynkowy wieczór w domowym zaciszu? Najlepiej gotując we dwójkę. Wspólne gotowanie daje naturalną okazję do rozmowy, żartów, co sprzyja budowaniu więzi i otwartości między partnerami.
– Badania potwierdzają, że wspólne przygotowywanie i spożywanie posiłków jest powiązane z lepszym funkcjonowaniem relacji, sprawniejszą komunikacją i ogólnym dobrostanem – tworzy przestrzeń do dzielenia się emocjami i współpracy, co wzmacnia bliskość – być może nawet bardziej, niż zjedzenie gotowego posiłku „na mieście”. Można więc uznać, że szeroko pojęte libido nie zaczyna się w sypialni – zaczyna się na talerzu – komentuje dr Bartosz Kulczyński.
przed i PO?07:05, 15.02.2026
W którym markecie,na której półce i po ile propaganda? Może kolacja i prokreacja, a potem tabletka PO lub skrobanka PO marszu praworządności. A mnie wystarczy być normalnym człowiekiem, najzwyczajniej - przyzwoitą kobietą i mężczyzną.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz