O poszukiwaniu szczęścia i drugich szans
Dzisiejszą – i to bardzo interesującą rozmowę – przeprowadzimy z Moniką Tarwid, pisarką, która pochodzi z Mąkolna, a obecnie mieszka w Łodzi. Jak sama o sobie mówi: – Teraz zmieniam życie, dlatego napisałam powieść pt.: „Puknij się w aureolę”, której premiera miała miejsce 13 marca. Co ciekawe akcja dzieła rozgrywa się w jej rodzinnych stronach, tj. Mąkolnie (powiat koniński), a 10 kwietnia w Szkole Podstawowej, w tej miejscowości, odbyło się spotkanie autorskie. Dodajmy, że i Konin jest bliski jej sercu, bowiem w naszym mieście uczęszczała do II LO.
Jak się dowiedzieliśmy, powieść „Puknij się w aureolę” zebrała już wiele pięknych recenzji, a sama autorka podkreśla, że została napisana przede wszystkim ku radości serca czytelników. Książka ma jednak swoje drugie dno, choć nie każdy musi je od razu dostrzec, dlatego warto wnikliwie śledzić przygody głównej bohaterki Mai Jagiełło-Król, której nazwisko samo w sobie wiele sugeruje.
– Co było główną inspiracją do napisania tej powieści?
– Była jedna, ale ostateczny kształt powieści to zbieg różnych zdarzeń, myśli i zamiarów. Pomysł na powieść obyczajową osnutą wokół ruin pałacu w Wierzbiu przyszedł do mnie 1 listopada 2024 r., kiedy stałam nad grobem moich ukochanych dziadków i wierzę, że to oni podsunęli mi tę myśl. Od początku wiedziałam, że pojawi się potomek hrabiego, a akcja będzie się rozgrywać w Mąkolnie. Pisanie rozpoczęłam od sceny w górach, kiedy główna bohaterka nie zdobywa Krywania – sceny inspirowanej moim własnym doświadczeniem. Zaś wyobrażenie rozmów aniołów, które obserwują wydarzenia i próbują pomagać bez ingerencji w wolną wolę, uruchomiło moją wyobraźnię. Pisząc, bawiłam się świetnie i po kilkudziesięciu opiniach jakie otrzymała książka (a minęła zaledwie chwila od premiery) już wiem, że podobnie bawią się moi czytelnicy.
– Czy historia bohaterki ma w sobie elementy autobiograficzne lub inspirowane prawdziwymi wydarzeniami?
– Tak. Dwie sceny górskie, które znajdują się w powieści, są oparte na prawdziwych wydarzeniach z mojego życia. Reszta to już wytwór wyobraźni, choć inspiracje czerpałam z wszystkiego: z płomiennych włosów koleżanki, czyjegoś orlego nosa, zabawnego podejścia do żartów albo pasji, którą ma na przykład policjant Jarek. Tę ostatnią podsunął mi pewien miły pan, który obserwuje moje konto na Facebooku.
– Jak wyglądał proces powstawania książki i czy fabuła była od początku zaplanowana, a może rozwijała się w trakcie pisania?
– Kiedy zaczynam pisać jakąkolwiek historię, zawsze wiem, jak się rozpocznie i jak się skończy i tutaj też tak było. To, co wydarzało się pomiędzy, rozwijało się już w trakcie pisania. Wiele ciekawych pomysłów przychodzi do mnie podczas medytacji lub jazdy samochodem. Wtedy szybko nagrywam myśli, żeby nic mi nie umknęło. Jednocześnie planuję fabułę zgodnie ze sztuką pisarską: musi pojawić się punkt kulminacyjny, plot twist, przeszkody, które bohater musi pokonać, oraz wewnętrzna zmiana, jaką powinien przejść. To wszystko sprawia, że czytelnik angażuje się w losy bohaterów i zaczyna im kibicować.
– Skąd pomysł na stworzenie bohaterki, która po stracie bliskich decyduje się na tak dużą zmianę w życiu?
– Prozaicznie: potrzebowałam powodu, dla którego dziewczyna z miasta przenosi się na wieś. Strata rodziców wydała mi się ciekawym rozwiązaniem jakkolwiek brutalnie to brzmi. Poza tym potrzebowałam bohaterki, która boryka się nie tylko z poczuciem straty, ale także z ogromną wyrwą w sercu i szuka czegoś, co tę wyrwę zapełni. Babcia, swojskie klimaty, a także natura były elementami, które miały pomóc jej wydźwignąć się z trudnej życiowej sytuacji.
– Czy któryś z bohaterów jest Pani szczególnie bliski?
– Kiedy wymyśla się postacie, trzeba je lubić, zwłaszcza jeśli to komedia romantyczna. Więc lubię nawet plotkarę Maciejową czy Beatę Kozioł z paskudnym charakterem. Są mi bliskie, bo to ja zaserwowałam im ciekawe życie!
– Góry odgrywają w powieści ważną rolę symboliczną. Co znaczą dla Pani osobiście?
– W moim życiu góry pomogły mi wyjść z trudnej sytuacji. Często powtarzam, że mnie uratowały. W powieści również odgrywają dużą rolę i pomagają Majce oczyścić myśli, a tragiczna sytuacja z lawiną kamieni pozwala jej wiele sobie uzmysłowić zaś wysiłek włożony w zdobycie szczytu sprawia, że opadają wszystkie maski. Tam człowiek jest szczery ze sobą.
– Motyw aniołów jest bardzo wyrazisty. Skąd pomysł na wprowadzenie elementu nadprzyrodzonego?
– Z biegiem lat zaczęły pojawiać się we mnie pytania odnośnie śmierci. Czy naprawdę to nasz ostateczny koniec, czy może jest coś więcej? To odwieczne pytania, jakie zadaje sobie chyba każdy. Zaczęłam czytać wiele książek Roberta Schwartza, dr. Michaela Newtona i to pomogło mi poukładać sobie wiele spraw w głowie. Przestałam bać się śmierci. A aniołowie? Czy naprawdę są elementem nadprzyrodzonym? Myśląc realistycznie zapewne tak, ale w książce są dla mnie tak samo realni jak ludzie. Zawsze powtarzam synom, że to, iż w coś wierzymy, nie oznacza jeszcze, że to istnieje, ale też to, że w coś nie wierzymy, nie znaczy, że nie istnieje naprawdę. A ponieważ lubię się śmiać, chciałam swoją powieścią dać czytelnikom powód, by pewne rzeczy przemyśleli, ale też dużo się uśmiechali podczas lektury. Stąd żartobliwe podejście do kwestii anielskich. Poza tym myślę, że one naprawdę muszą mieć poczucie humoru.
– Czy wierzy Pani w „niewidzialne siły dobra”, o których czytamy w książce?
– Z całego serca. Co więcej, wierzę w naszych przodków, którzy są obok i wspierają nas. Wierzę w anioły oraz dusze, które obiecały się nami opiekować i pomagać podążać drogą, którą sami – jako dusze – kiedyś wybraliśmy. Wierzę także w reinkarnację, co nie przeszkadza mi jednocześnie wierzyć w Boga.
– Jakie najważniejsze przesłanie chciała Pani przekazać czytelnikom?
– Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły „Puknij się w aureolę”, ale myślę, że wszystko w naszym życiu zdarza się po coś. A to, co spotyka nas lub naszych bliskich, często ma głębszy sens, nawet jeśli na początku trudno go dostrzec. Chciałam pokazać też, że nawet trudne doświadczenia mogą prowadzić do czegoś dobrego i ważnego.
– Czy zamierza Pani kontynuować tę historię lub powrót do tych bohaterów?
– Zdecydowanie tak. Właśnie piszę drugą część. Planowałam ją już wcześniej, ale bardzo się cieszę, że sami czytelnicy zaczęli się jej domagać. Polubili moich bohaterów i anioły tak samo jak ja.
– Nad czym obecnie Pani pracuje i czy możemy się spodziewać kolejnej powieści w podobnym klimacie?
– Mam już ukończoną powieść obyczajową, którą chciałabym wydać jeszcze w tym roku. Obecnie pracuję także nad trzema różnymi projektami: powieścią romantyczną, również z elementami realizmu magicznego w tle, komedią oraz książką postapokaliptyczną osadzoną w Łodzi. To wszystko bardzo mnie pochłania. Oczywiście tworzę również kontynuację losów Majki i jej aniołów i mam nadzieję, że ta historia nadal będzie cieszyć ludzkie serca.
– Dziękuję za rozmowę.
zdj. Małgorzata Janiszewska
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz