Serwety,obrusy, sukienki, kamizelki, łapacze snów, kołnierzyki, haftowane krajobrazy iwspaniała biżuteria. Cztery mieszkanki gminy Krzymów – Marianna Bąkowska,Teresa Stawicka, Maria Położyńska i Katarzyna Hryciuk – zaprezentowały wGminnym Ośrodku Kultury w Brzeźnie dzieło swoich rąk na wystawie „Koronkowarobota”.
Rękodzieło jest dzisiajna wagę złota. Dość mamy rzeczy takich samych, robionych przez maszyny. Corazczęściej lubujemy się w rzeczach rzadko spotykanych i jedynych w swoim rodzaju.Zrobienie ich wymaga bardzo dużo czasu, wytrwałości, cierpliwości, ale ichuroda zachwyca. Gminny Ośrodek Kultury w Brzeźnie poszukał w gminie Krzymówosób, które takimi rzeczami się zajmują. Na razie to cztery panie – MariannaBąkowska, Teresa Stawicka, Maria Położyńska i Katarzyna Hryciuk. Szyją, szydełkuję,ozdabiają, malują, wyszywają czy projektują. Co artystki mówią o swoichpracach?
Marianna Bąkowska swoją przygodę ze szydełkiemzaczęła w szkole podstawowej. – Programnauczania na zajęciach praktyczno-technicznych w piątej klasie obejmował naukęszycia, szydełkowania igotowania dla dziewcząt oraz majsterkowania dlachłopców. O ilez szyciem igotowaniem nieźle sobie radziłam,tak szydełkowanie sprawiało mi ogromnątrudność. Do momentu, kiedy pani nie zadała pracy domowej. Każdy miałwykonać ją własnoręcznie i przynieść do oceny. Prosiłam mamę o pomoc, alekazała wykonać mi zadanie samej. Zrobiłam małą wstawkę do jaśka i… otrzymałamza nią najwyższą ocenę w klasie, pomimo że nie była tak doskonała, jak pracemoich koleżanek. Nauczycielka wiedziała jednak, że moja praca była wykonanasamodzielnie – opowiada. I potem już samo poszło. Mama kupiła batyst i nici,i zasugerowała, żeby pani Marianna robiła chusteczki. – Wkrótce szydełkowanie stało się moim ulubionym zajęciem i wypełniałamnim każdą wolną chwilę, nawet w autobusie czy pociągu. Zaczęłam sukcesywnieposzerzać swoje umiejętności. Dziś mogę pochwalić się pracami wykonanymiróżnymi technikami. Robię na drutach (sweterki, bluzki, poncza, narzuty),szydełkuję (firany, obrusy, serwety, bieżniki, serwetki, koszyczki do szklanek,ozdoby świąteczne), haftuję krzyżykami, Richelieu i na tiulu. W swoich zbiorachmam biżuterię frywolitkową i mnóstwo ozdób ze wstążki (kanzashi). Robótkiręczne, jak każde hobby pochłania dużo czasu, ale jak się coś bardzo lubi, tosię tego czasu nie liczy. Często rozdaję moje prace znajomym, rodzinie.Wysyłając życzenia świąteczne, wkładam do koperty szydełkowe ozdoby – takiemałe prezenciki na pamiątkę. Swoją miłość do rękodzieła przekazałam bratanicy,która wyszywa na kanwie.
Jak mówi Teresa Stawicka, wszelkie umiejętności manualne wyssała chyba zmlekiem mamy, która uczyła swoje córkiod najmłodszych lat szyć, wyszywać, robić na drutach i szydełku. – Jako dziecko nieraz się buntowałam izadawałam pytanie – po co mi to? Później, gdy sama zostałam mamą, na przełomielat siedemdziesiątych iosiemdziesiątych, a sklepy świeciły pustkami, moje dzieci miały ubraniai część zabawek z domowej manufaktury. Wówczas doceniłam wysiłki rodzicielki inabyte dzięki niej umiejętności. Wkrótce okazało się także, że mogę jewykorzystać w życiu zawodowym. Pogłębiając swoją wiedzę przy okazji pracy zosobami niepełnosprawnymi (dziećmi z oddziału rehabilitacji WSzZ w Koninie,dorosłymi, podczas obozów rehabilitacyjnych w Mielnicy), dowiedziałam się, żeistnieje sprzężenie zwrotne między ruchami celowymi ręki a mózgiem. Gdy więcpodjęłam pracę nauczyciela na kierunku terapia zajęciowa, stała się ona mojąpasją. Dzisiaj i dla mnie prace ręczne są formą samousprawniania z powoduzwyrodnienia stawów dłoni. Przez lata wyspecjalizowałam się w hafcie, którylubię i wykonuję głównie w długie zimowe wieczory. W cieplejsze miesiące mójczas pochłania ogródek, kolejna pasja, którą odkryłam 12 lat temu, zamieniającmieszkanie w Koninie na dom w klimatycznym Szczepidle.
Maria Położyńska robótkami ręcznymi fascynuje się od dziecka. – Będąc małą dziewczynką z zainteresowaniemprzyglądałam się mojej kochanej babci Leokadii, jakdzierga cudeńka na szydełku czy drutach. To właśnie ona wszystkiego mnienauczyła. Gdy podrosłam, dzieliłyśmy wspólną pasję, czerpiąc z niej ogromnąradość. Dziś nieśmiało mogę przyznać, że z biegiem lat, moje „robótki”przekształciły się w prawdziwe rękodzieło artystyczne. Wykonuję obrusy,serwety, serwetki, bieżniki, kołnierzyki, spódnice i kamizelki na szydełku idrutach, a także elementy dekoracyjne. Ostatnio zagustowałam w frywolitkach –to rodzaj koronki artystycznej wykonywanej z cienkiej nici(bawełnianej, jedwabnej, poliestrowej) za pomocą specjalnych czółenek lub igłyi szydełka. Zrobiłam tą techniką kilka bransoletek. Szydełkowaniesprawia mi wiele przyjemności, ale wymaga wytrwałości i anielskiej cierpliwościoraz… dużej ilości czasu. Marzę jeszcze o nauce haftu krzyżykowego i mamnadzieję, że pomimo tego, iż pracuję jeszcze zawodowo, marzenie swoje spełnię – opowiada.
W rodzinie Katarzyny Hryciukrobótki ręczne królują od wielupokoleń. – Moje najcudowniejszewspomnienia z dzieciństwa to dom w górach u mojej babci i my – babcia, mama ija – siedzące wokół stołu, wszystkie zajęte pracami ręcznymi: mamaszydełkowaniem, babcia haftowaniem obrusu techniką Riechelieu, ja wyszywaniemkrzyżykowym obrazka. Czas spędzany u babci zawsze obfitował w tego rodzajuzajęcia. Miałam od kogo się uczyć. Dlatego teraz szydełkuję, robię na drutach,potrafię haftować i szyć dokładnie tak jak moja mama i babcia. Nie lubiępracować według schematów, dlatego często robię ubrania, które oprócz mozolnejpracy, wymagają projektowania i twórczego myślenia – mówi. Jak podkreśla, łączypracę zawodową z wychowywaniem i rozwojem własnych dzieci, ma mniej czasu na „duże projekty”, dlatego zajęłasię mniejszymi formami. – Mówię o mojejnowej, wielkiej miłości, znalezionej w internecie – biżuterii – wykonywanejtechniką sutaszu. A robótki szydełkowe tworzę wspólnie z mamą – ja wymyślam,projektuję, a mama wykonuje najcięższą i najbardziej mozolną pracę, czyliszydełkuje poszczególne części, które na końcu składam w całość. Po cichutkumarzę, żeby moją pasję do prac ręcznych odziedziczyła córka. Na tę chwilę Zosiaćwiczy szycie i segreguje moje sutaszowe koraliki – dodaje.
Wystawę „Koronkowarobota” można oglądać do końca lipca w GminnymOśrodku Kultury w Brzeźnie od poniedziałku do piątku od 9.00 do 16.00. – Chcemy zainteresować rękodziełem młodepokolenie. W niedalekiej przyszłości planujemywarsztaty frywolitkowe, biżuterii sutaszowej czy też techniki kanzashi –mówi Danuta Pydyńska, specjalistka do spraw projektów kulturalnych GOK wBrzeźnie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz