- Tak, potrzebna jest katastrofa ekologiczna o dużym zasięguterytorialnym, abyśmy się wreszcie obudzili, tylko czy wtedy nie będzie już zapóźno? - napisała z żalem na swoim profilu właścicielka pasieki, która jakojedna z kilku pszczelarzy w gminie Brudzew straciła w maju ub. roku rodzinypszczoły miodnej. Prokuratura Rejonowa w Turku umorzyła sprawę, chociaż w tokuśledztwa potwierdzono, że przyczyną padnięcia pszczół była substancja, którąznaleziono w zabezpieczonych próbkach z opryskiwaczy, wykonujących dzieńwcześniej oprysk na pobliskim polu rzepaku.
W połowie maja ub. roku padły miliony pszczół miodnych wpasiekach w gminie Brudzew (powiat turecki). Ślad prowadził na pobliskie polerzepaku o dużym areale (50 ha), należące do przedsiębiorcy rolnego w Brudzyniu, gdzie 17 maja wykonany zostałmiędzy godz. 11.00 a 16.00 oprysk środkiem chemicznym. Uprawa była naturalnymcelem oblotu pszczół z pobliskich pasiek. Jedną z poszkodowanych jestprzewodnicząca gminnego związku pszczelarskiego w Brudzewie i to ona o sytuacjipowiadomiła policję
21 maja prokuratura wszczęłaśledztwo dotyczące znacznych zniszczeń w przyrodzie w postaci zatrucia pszczół,policja zabezpieczyła padłe owady, beczki opryskiwaczy, przesłuchała właścicielai pracowników gospodarstwa a także przedstawiciela handlowego, który dostarczałśrodki chemiczne. Powołano biegłych, a wykonane badania martwych pszczół potwierdziły,że bezpośrednia przyczyną zatrucia była deltametryna. Wycofana już z użycia substancjachemiczna znajdująca się w chemicznych środkach ochrony roślin. Ślady tegośrodka znaleziono w zabezpieczonych przez policje próbkach cieczy znajdującej sięw beczkach opryskiwaczy. Właściciel przedsiębiorstwa rolnego nie potrafił wyjaśnićjak ona się tam znalazła. Zdaniem prokuratury, śledczy bez żadnych wątpliwości ustalili,że to jednak on poprzez oprysk doprowadził do zatrucia pszczół za co grozi odpowiedzialnośćcywilna. W tej sprawie zawiadomione zostały Regionalna Dyrekcja OchronyŚrodowiska i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Poznaniu.
Jednak Prokuratura Rejonowa nie postawiła nikomu zarzutów.Jak mówi właścicielka pasieki, pszczelarze stracili pszczoły lotne, nie doszłodo zatrucia młodego pokolenia, dlatego rodziny udało się odbudować w ciągu 3 –4 tygodni, a straty oszacowano na ok. 50 000 zł. To też stało za decyzją prokuratury,która w piątek umorzyła sprawę „spowodowaniaw dniu 17 maja 2021r. zniszczenia w świecie zwierzęcym w znacznych rozmiarach wpostaci zatrucia pszczół miodnych z pasiek położonych w miejscowościachBrudzew, Tarnowa i Marulew, tj. czyn z art. 181 paragraf 1 kk-wobec brakuznamion czynu zabronionego". Bowiem „zaistnienie przestępstwa jest wypełnieniewszystkich jego ustawowych znamion". „(…) konieczny jest skutek w postacizniszczenia w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach.Odpowiedzialności karnej podlega zatem nie jakiekolwiek zniszczenie, wprzypadku rzeczonej sprawy w świecie zwierzęcym, ale jedynie takie, któregonastępstwem jest zaistnienie szkody w znacznych rozmiarach”. Jednak pojęcieszkody „w znacznych rozmiarach" nie jest zdefiniowane w kodeksiekarnym."
- I tu oto otwiera się furtka dla braku podstaw ukaraniasprawcy – komentuje sprawę rozżalona właścicielka pasieki. – Padły pszczołylotne, na szczęście nie doszło do zatrucia młodego pokolenia przez co rodzinymogły się odbudować po ok. 3-4 tygodniach.
Poszkodowani pszczelarze mogą teraz dochodzić odszkodowaniaod potentata rolnego na drodze cywilnoprawnej. Właściciel przedsiębiorstwarolnego może zapłacić jedynie mandat za nieprzestrzeganie zapisów ustawy ośrodkach ochrony roślin, co stanowi wykroczenie. Ki
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz