Do Bernadety Szmytki, powiatowego rzecznika konsumentów, przychodzą starszeosoby, które były na bezpłatnych badaniach lekarskich, na których nie było…żadnego lekarza. A jednego z uczestników postraszono zawałem, a nawet rychłymzgonem. Dlaczego? Żeby kupił materac i bliżej nieokreślony pobyt w sanatorium. – Ostrzegam klientów, żeby nie chodzili natakie spotkania, a ci którzy już umowy podpisali, by zgłaszali się do rzecznikakonsumentów – mówi Bernadeta Szmytka.
Od kilkudni do powiatowego rzecznika konsumentów zgłaszają się klienci, którzypodpisali umowy poza lokalem przedsiębiorstwa. – Klient tłumaczył, że ktoś do niego zadzwonił i zaprosił go nabezpłatne badanie lekarskie. Zrozumiał, że to był pracownik jego przychodni i poszedł.Wtedy został rzekomo zdiagnozowany. Badanie polegało na tym, że coś mu do palcapodłączono. Postraszono tego pana zawałem i w konsekwencji rychłym zgonem. Awcześniej się nigdy na serce nie leczył. Żadnych innych badań nie było, a wynikównawet do ręki nie dostał. Ten klient się przestraszył i podpisał podsuniętą umowę– mówiła Bernadeta Szmytka. Okazuje się, że podpisujący umowy będą płaciły około6 do 8 tysięcy złotych (to raty w wysokości 200 zł płatne przez 2 lata). Idostaną za te pieniądze materac oraz w przyszłości możliwość skorzystania zjakiejś usługi niby sanatoryjnej.
W powiecie konińskim sprawa jestna razie świeża. W Polsce znana od przynajmniej roku, a pokrzywdzonych jest wielu.– Zainteresowaliśmy tym tematem policję,bo to jest zwykłe oszustwo, jeżeli ktoś opowiada ludziom, że są chorzy, a niejest lekarzem – mówi rzecznik. 22 czerwca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentówwszczął też w tej sprawie postępowanie.Z dotąd uzyskanych informacji wynika, że firma jest zarejestrowana jakoplacówka służby zdrowia. Ma wpis do rejestru.
Problem polega na tym, że odstąpićod takiej umowy wcale nie jest łatwo, bo jest to umowa na usługę medyczną. Jaksię okazuje to wyjątek regulowany w ustawie o prawach konsumentów. – Mówi on, że przepisów nie stosuje się doumów dotyczących usług zdrowotnych, świadczonych przez pracowników służbyzdrowia pacjentom w celu oceny, utrzymania lub poprawy ich stanu zdrowia,łącznie z przepisywaniem i wydawaniem, udostępnianiem produktów leczniczychoraz wyrobów medycznych, bez względu na to czy są one oferowane za pośrednictwemplacówek opieki zdrowotnej. W umowie, którą pokazywali mi klienci, jestklauzula, że nie mogą od niej odstąpić. Co więcej, mają dodatkowe oświadczenie,że doskonale o tym wiedzą. Jednak podczas pokazu nie są o tym informowani. Sprawa dotyczy osób starszych. Nikt młody domnie nie się z tym tematem nie zwrócił – dodaje Bernadeta Szmytka.
Rzecznik przestrzega, by byćostrożnym otrzymując podobne zaproszenia. – Ostrzegam klientów, żeby nie chodzili na takie spotkania, a ci którzyjuż umowy podpisali, żeby zgłaszali się do rzecznika konsumentów. Wtedy mypomożemy przekazać te sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.Dowodem na to, że taka praktyka miała miejsce – jeśli mamy do czynienia zoszustwem – będą zeznania wielu świadków – mówi.
Warto więc przestrzec swoichnajbliższych seniorów przed takimi praktykami! Po co później mają sięniepotrzebnie niepokoić o swoje zdrowie. Tym bardziej, że decydują się na takiekroki dla swoich rodzin, bo chcą być jak najdłużej zdrowi i nie być dla nich ciężarem.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz