Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

W Międzynarodowym Dniu Przewodnika Turystycznego

12:09, 08.03.2023 Aktualizacja: 10:48, 25.10.2025
Skomentuj W Międzynarodowym Dniu Przewodnika Turystycznego

Wywiad ze Stanisławem Leniem, nestorem konińskich przewodników turystycznych PTTK, przeprowadziła Wanda Gruszczyńska.

– Panie Stanisławie. Spotykamy się w Międzynarodowym Dniu Przewodnika Turystycznego. To branżowe święto zostało ustanowione w 1989 r. podczas III Konwencji Światowej Federacji Stowarzyszeń Przewodników Turystycznych (WFTGA) i odtąd obchodzone jest corocznie 21 lutego w kilkudziesięciu krajach świata. Jest to ciekawa forma docenienia niezwykłego zawodu przewodnika turystycznego – osoby, która zaprzyjaźni nas z nowo odwiedzanymi miejscami, pozwalając poznać ich kulturowo-historyczne dziedzictwo, a także ciekawostki i tajemnice. A kiedy Pan rozpoczął swoją przewodnicką przygodę?

– Do konińskiego Oddziału PTTK wstąpiłem 25 kwietnia 1983 r. Niedługo będzie 40 lat! Dwa dni wcześniej zdałem eksternistycznie egzamin przewodnicki. W komisji był Izydor Garbaciak, ktoś z Kalisza, ktoś z Poznania i Janina Foryńska (wtedy prezes Zarządu Wojewódzkiego PTTK). Nie byłem na szkoleniu przewodnickim, ale uczyłem się sam. Pytali mnie o Konin, Stare Miasto – miejscowości, które dobrze znałem. Zdałem. Uzyskałem uprawnienia na ówczesne województwo konińskie. Ruszyłem w świat, a to było moim marzeniem. W 1986 r. rozszerzyłem uprawnienia na szlak piastowski.

– Skąd wzięła się u Pana pasja poznawania świata i podróżowania?

– Kiedy byłem dyrektorem wojewódzkim RSW Prasa-Książka-Ruch przychodził do mnie Mieczysław Bill, dyrektor PKS. Współpracowaliśmy ze sobą, bo wszystkie kioski RUCH sprzedawały bilety PKS. W II połowie lat 70. XX w. dostał nowoczesny autokar jugosłowiański i organizował dla swoich pracowników wycieczki po krajach tzw. demokracji ludowej. Zapraszał mnie na te wyjazdy. Jak się zorientowałem, że to jest taka pasja, zaraziłem się turystyką. Pomyślałem, że ja też mogę jeździć po świecie. Kiedy zmieniła się moja sytuacja rodzinna, Jerzy Jaworski namówił mnie na pracę w charakterze przewodnika. Kilka lat pracowałem na pół etatu i zajmowałem się kinami, a w wolne dni prowadziłem wycieczki. Jeździłem z biurami turystycznymi m.in. ORBIS, Gromada, BORT PTTK, KONTUR czy Eurokon. Większość z nich to już historia.

– W jaki sposób uzupełniał Pan doświadczenie zawodowe?

– Moją pasją było czytanie. Do każdej podróży przygotowywałem się studiując przewodniki i mapy. W ciągu wielu lat zgromadziłem obszerną bibliotekę przewodników, bedekerów, map i informatorów. Kiedyś nie było internetu, wiedzę zdobywało się od kolegów lub z książek. Z czasem uzyskałem uprawnienia pilota wycieczek krajowych, zagranicznych, a także przewodnika po Warszawie, Gdańsku, Toruniu i innych.

Kiedy Izydor Garbaciak był prezesem koła przewodników PTTK wKoninie, ja zostałem jego zastępcą. Często wysyłał mnie w zastępstwie doPoznania. Tam spotykałem Włodzimierza Łęckiego, doświadczonego przewodnika iinstruktora krajoznawstwa. Dużo skorzystałem z jego szkoleń.

– Czy specjalizował się Pan w szczególnych rodzajachwycieczek, czy potrafił Pan zadowolić różnych klientów?

– Chętnie oprowadzałem wycieczki szkolne. Częste kierunkiwyjazdów szkolnych to były Pałuki, Poznań, Toruń, Cieszyn, Kraków, Warszawa,Karpaty czy Sudety. Znałem legendy o diable weneckim, legendy wielkopolskie,śląskie. Opowiadanie legend zawsze poruszało dzieci i łatwiej zapamiętywałyzwiedzane miejscowości. Gdy zaczynałem jeździć, dzieci były grzeczne. Stopniowosię to zmieniało, pojawiały się papierosy, alkohol i nawet narkotyki.

Mało który przewodnik lubił jeździć na wycieczki dlanauczycieli. Mają oni taką chorobę zawodową, że zawsze muszą mieć rację. Popowitaniu informowałem, że jestem przewodnikiem z rodziny nauczycielskiej, znamich przypadłość i nie należy mi dyktować. Z reguły to skutkowało.

Lubiłem też wycieczki zakładowe. Podczas tych wycieczekpoznałem mnóstwo ważnych osobistości. Często jeździliśmy do krajówsocjalistycznych. W Pradze byłem z 50 razy. W PRL-u częste były wycieczkihandlowe, do Turcji, Austrii czy Związku Radzieckiego.

– To była specyficzna klientela.

– Na wycieczki handlowe namówił mnie Izydor Garbaciak.Trzeba było mieć wiedzę o najtańszych parkingach, o punktach wymiany towaru iwiedzieć, jak przygotować grupę do przejazdu przez granicę, bo celnicy zdawalisobie sprawę z celu wyjazdu. Miałem kiedyś taki przypadek w Wiedniu, żemusiałem odejść na chwilę od autokaru. W tym czasie podeszli mężczyźni, którzyudawali handlarzy i zebrali do worków wszystkie lagi papierosów. I w tymmomencie oznajmili „Polizei!” Uciekli, a wszystko przepadło! A to bylizłodzieje udający policję.

– Czy miewał Pan kłopoty z uczestnikami?

– Raz zdarzyło mi się, że zostawiłem dwie panie w Wiedniu.Już byliśmy gotowi do odjazdu, gdy zapytały mnie, czy mogą wyjść do toalety.Pozwoliłem, ktoś mnie zagadał, a za kilka chwil pytam uczestników, czy sąwszyscy. Wycieczka potwierdziła, odjechaliśmy. Gdy byliśmy na autostradzie,ktoś zapytał „A gdzie są te panie?” Zrobiło mi się i zimno, i gorąco. Po kilkukilometrach zawróciliśmy i tylko myślałem, żeby one tam jeszcze stały. Stały,ale do końca podróży nie odezwały się słowem. Bałem się, że naskarżą na mnie wbiurze turystycznym, ale ku mojemu szczęściu powstrzymały się. A wtedy nie byłotelefonów komórkowych, więc wyobrażacie sobie Państwo mój niepokój.

– Za Pana kariery przewodnickiej urosło centrumpielgrzymkowe w Licheniu. Jak wpłynęło ono na pracę przewodników?

– Na pielgrzymki do Lichenia namówił mnie Jan Rusin.Początkowo wizyty w Licheniu odbywały się w tajemnicy. Uczestnicy zwiedzaliKonin, kopalnię, a po cichu prosili o zboczenie do Lichenia. Byli bardzozadowoleni, gdy mogli 2-3 godziny spędzić w sanktuarium. Po tym, jak PZPRprzestała być przewodnią siłą narodu, wycieczki do Lichenia stały sięoficjalne, a licheńska baza turystyczna rozwinęła się.

– A jak układała się współpraca z kierowcami?

– Z kierowcami trzeba było dobrze żyć. Na dłuższe wyjazdyjechało dwóch. Zdarzały się awarie autobusów i opóźnienia w programie. Wspólniestaraliśmy się temu zaradzić.

– Czy spisał Pan swoje wspomnienia z podróży?

– Podróżując, w drodze, nie mogłem pisać. Jedynie czytałem.Do tej pory niechętnie piszę. Jurek Jaworski (podróżnik, właściciel biuraturystycznego ORBIS, harcerz) pytał mnie: Dlaczego ty nic o swoich przygodachnie napiszesz? Podczas wycieczek z handlarzami miałeś mnóstwo przygód. Ale wautokarze nie ma jak pisać.

– Kiedy przestał Pan oprowadzać wycieczki?

– W 2014 r., kiedy skończyłem 81 lat uznałem, że już dosyć.Nadal kocham turystykę. Do dzisiaj wchodzę w internet na portale turystyczne ioglądam, co się zmieniło w odwiedzanych przeze mnie miejscach od czasu mojegopobytu.

– Dziękuję za rozmowę.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%