Region

Zamknij

Dodaj komentarz

Janusz Wawrowski nagrał niezwykły koncert. „Miejmy odwagę i pozytywną energię, tak jak to dzieło"

16:43, 03.04.2021 Aktualizacja: 14:26, 25.10.2025
Skomentuj Janusz Wawrowski nagrał niezwykły koncert. „Miejmy odwagę i pozytywną...

Występujący wnajwiększych salach koncertowych świata, grający na jedynych w Polsceskrzypcach Stradivariusa wirtuoz pochodzący z Konina Janusz Wawrowski serwujenam kolejne wyjątkowe nagranie. Z artystą rozmawiamy o jego najnowszej płycie„Phoenix”, na której znalazł się między innymi odnaleziony na nowo koncertskrzypcowy Ludomira Różyckiego.

– Dlaczego taknazwałeś swoją najnowszą płytę?

– Ten tytuł wziął się z idei odradzania z popiołów, czegośco jest uważane za martwe, jak ten mityczny Feniks. Tak i z popiołów powstajeten koncert skrzypcowy Ludomira Różyckiego. Ale to jednak nie tylko sam symboltego utworu, którego część zapisu w jakimś sensie odnalazłem na nowo. Koncertzostał zrekonstruowany według wszystkich materiałów, które przetrwały PowstanieWarszawskie, wojnę. Płyta niesie też pewną symbolikę odradzania się naszegokraju, jak i tej części Europy, która była zdewastowana przez wojnę. Dzisiaj, oczym jeszcze nie wiedzieliśmy realizując tę płytę, niesie dla nas nadzieję naobecne ciężkie czasy, pewnie nieporównywane z II wojną światową, która byłastrasznym dramatem. Ale żyjemy w pandemii, jesteśmy pełni niepokoju i nie wiemyjak to wszystko się rozwinie. Myślę więc, że Ludomir Różycki i jego koncertskrzypcowy mówi do nas – miejmy odwagę i pozytywną energię, tak jak to jegodzieło, które zostało napisane w najciemniejszych czasach, a chyba jest jednymz jego najbardziej optymistycznych.

– Powiedzmy może ohistorii tego koncertu Ludomira Różyckiego, bo jest owiany pewną tajemnicą.Pojawiają się informacje, że przeleżał pod gruzami w czasie PowstaniaWarszawskiego, a potem został odkryty. Jak koncert trafił w Twoje ręce?

– To jest bardzo skomplikowana historia. Koncert skrzypcowyLudomira Różyckiego już funkcjonował i został dwa razy zrekonstruowany.Przetrwała partia skrzypiec w całości, o czym wcześniej nie wiedziałem, a takżetzw. redukcja orkiestry do partii fortepianu. Zazwyczaj kompozytorzy na początkuje tworzą i są takim akompaniamentem dla skrzypiec. Potem rozbudowują todopiero do warstwy orkiestrowej, czasami robią to równolegle. I wiadomo było,że przetrwała ta partia fortepianu z zapisem partii skrzypiec. Były dwierekonstrukcje – jedna w latach 50., 60., druga około 2000 roku. Ja jakopierwszy skojarzyłem te nuty z początkiem partytury, czyli całego zapisuorkiestry. Okazało się jednak, że Różycki rozpoczął orkiestrację i to jest ponadpołowa pierwszej części. Była już gotowa partytura, co warto powiedzieć.Wystarczyło to przepisać do druku, bo to był rękopis. Wszystko co słyszymy napłycie, pierwsze 3 minuty 45 sekund to oryginalny zapis Różyckiego, czyli nicnie trzeba było poprawiać. Potem Ryszard Bryła, czyli ostatni rekonstruktor tejorkiestracji, kontynuował to dzieło. Oczywiście, mieliśmy dzięki temu zupełnieinną wizję dzieła. Kiedy już wiemy, w jaki sposób kompozytor wyobrażał sobieposzczególne głosy, w jakich instrumentach, to daje też wizję na cały utwór.Pozwala lepiej i trafniej zrekonstruować całość dzieła. Dlatego pozwoliliśmysobie to nagranie nazwać nową premierą, ponieważ w sumie jest to premiera tychpierwszych kilkudziesięciu taktów kompozytora. Tego jeszcze nikt nie przepisałi nie nagrał.

– Łatwo gra sięskrzypkowi utwór napisany przez Różyckiego, który był pianistą?

Jest toświetnie napisane, w bardzo dobrych rejestrach. Widać, że Różycki użył swojejwielkiej wiedzy, chociaż nie był skrzypkiem. I jeśli tego nie konsultował zżadnym skrzypkiem, to naprawdę wykonał genialną pracę. Na przykład KarolSzymanowski pisał oba koncerty wspólnie z Pawłem Kochańskim, który był wybitnymskrzypkiem. A wracając do utworu Różyckiego, także kwestia partii orkiestryjest bardzo dobrze rozegrana. Nie jest napisana za grubo, nie ma zbyt dużejinstrumentacji w momencie, kiedy grają skrzypce. Potem, kiedy skrzypekprzestaje grać, orkiestra się otwiera, są takie potężne momenty, które na żyworobią ogromne wrażenie. Ale oczywiście były momenty trochę „niegrywane” naskrzypcach i ewidentnie nieskonsultowane z żadnym skrzypkiem. Podejrzewam, żeprzez zawieruchę wojenną Ludomir Różycki nie zdążył tego zrobić. Wiemy, że byłyjakieś próby z Władysławem Wochniakiem, przyjacielem Różyckiego, żeby tozagrać. Jak wynika z notatek, partia szczególnie drugiej części, w którejzrobiłem najwięcej zmian, była tak trudna, że nie był w stanie tego wykonać dokońca. Pewnie zabrakło im tego czasu, żeby wprowadzić poprawki. Ja pracowałemnad tą partią przez dwa lata nim zdecydowałem się na ostateczne zmiany. Niechciałem, żeby to było zbyt pochopne. Ten koncert jest bardzo trudny,porównałbym go do Wieniawskiego i momentami do Paganiniego, z taką głębiąCzajkowskiego. Nie starałem się jednak uprościć tego koncertu, tylko uczynićbardziej skrzypcowym.

– Na płycie „Phoenix”oprócz koncertu Ludomira Różyckiego, jest również koncert Piotra Czajkowskiego.Obaj kompozytorzy pracowali nad tymi utworami w trudnych dla siebie momentach –pierwszy w czasach wojny, drugi po rozstaniu z żoną. A powstały optymistycznedzieła. Jak myślisz, muzyka była dla nich ucieczką?

– To jest ciekawe z takiego psychologicznego punktuwidzenia. Może te oba koncerty byłyby świetnym tematem doktoratu w tejdziedzinie. Szczególnie trzecia część koncertu Czajkowskiego i druga, czyliostatnia, Różyckiego, są z fajerwerkiem. Może to rodzaj terapii, a możemanifestu? Oczywiście w obu dziełach słyszalna jest też ta nutka melancholii,żalu, także tego słowiańskiego. Doszukujemy się również takiej filmowości, wręczhollywoodzkości. Wiemy, że muzyki Piotra Czajkowskiego używa się często wfilmach, nawet w bajkach. Powstała nawet seria filmów animowanych, których oprawąw całości są balety Czajkowskiego. W tych obu koncertach czuć to, w czymkompozytorzy się specjalizowali. Obaj pisali świetne opery i balety. Różyckibył autorem słynnego baletu „Pan Twardowski”, który jeszcze za jego życia zostałwykonany ponad 800 razy. To jest ten pierwiastek, który łączy muzykęCzajkowskiego i Różyckiego. Oba te koncerty są bajkowe, po prostu fantastyczne.

– Jaki wpływ na efektkońcowy tej płyty miało to, że była nagrywana w Londynie?

– Wyobrażając sobie, jak może zabrzmieć ten koncert, odpoczątku pomyślałem, że mógłby być nagrany w Londynie. Tamtejsze orkiestrydostarczają nagrania muzyki filmowej na cały świat, wielu hollywoodzkichkompozytorów po nie sięga. One bardzo często nie grają tylko klasyki, ale irozrywkę. Mają więc wyczucie łączenia stylów, ale też sama jakość brzmieniaorkiestr londyńskich znana jest na całym świecie. Oczywiście pomyślałem też, żez marketingowego punktu widzenia będzie dobrze, jeśli zagra orkiestra zLondynu, bo wtedy ten materiał ma szansę dotrzeć do szerszej publiczności.Zresztą Czajkowski jest niezwykle popularny w Londynie. Atmosfera w trakcienagrań była fantastyczna, jednocześnie luźna i przyjazna. Orkiestra od razupolubiła koncert Różyckiego, bo Czajkowskiego już wcześniej znała. MaestroGrzegorz Nowak, który dyrygował Royal Philharmonic Orchestra i często z niągra, był takim pomostem między orkiestrą a mną. Wcześniej był też skrzypkiem,koncertmistrzem w operze, więc wniósł wiele cennych uwag do tej interpretacji.

– W realizacji takichmiędzynarodowych nagrań pomaga połączenie Janusz Wawrowski-Stradivarius?

– Na pewno, a przede wszystkim wielu krytyków na świeciewskazuje na wspaniałe brzmienie tej partii skrzypiec. Bez takiego instrumentunaprawdę bardzo trudno byłoby osiągnąć ten efekt. To jest niesamowite, że onnie tylko brzmi w pięknych dużych salach, ale na tych nagraniach słychać, że ztakiej klasy orkiestrą świetnie się miksuje. Pięknie się wybija na tleorkiestry.

– Czy te skrzypcejeszcze potrafią Cię zaskoczyć?

– To jest cały czas żywy organizm. Wyjątkowe jest to, żetrudno przyzwyczaić się do skrzypiec tej klasy i wpaść w rutynę. Zdarza się, żegdy odpoczniemy od siebie kilka dni, wtedy ta radość powrotu jest jeszczewiększa. To naprawdę bardzo inspirujący instrument.

– Chciałbym jeszczenawiązać do tytułu płyty „Phoenix”, bo on mi się również kojarzy właśnie zeskrzypcami, na których grasz. One przecież odrodziły się jak Feniks, bowcześniej były takim „ukrytym skarbem”.

– Jakoś o tym nie pomyślałem, a tak rzeczywiście jest.Niektórzy pisząc o tej płycie, wskazywali z kolei, że koncert Różyckiego byłtaki „hidden” (z ang. ukryty) nawiązując do mojej poprzedniej płyty „Hiddenviolin”. Bardzo ważne jest to, że właśnie dopiero po uzyskaniu tego instrumentuudało się nagrać ten koncert. To wszystko na siebie bardzo pozytywnie oddziałuje– instrument na to dzieło Różyckiego, ale i nagranie nowego koncertu wzbogacarodowód tych skrzypiec.

– Nadal będzieszwirtuozem i archeologiem? Będziesz przekopywał archiwa w poszukiwaniu takichperełek, jak chociażby koncert Różyckiego?

– Jak najbardziej. Są to czasem perełki na różnym poziomieukrycia. Często jest tak, że pewne dzieła są u nas odkryte i grane, nawetnagrywane. Nie miały natomiast szczęścia, żeby przebić się na światowym rynku.Mam nadzieję, że ta płyta pomoże mi i wytwórni przy okazji następnych albumówpromować pewne utwory poza granicami Polski. A czasami w dotarciu do szerokiejświadomości i przebicia się przez wiele bardzo dobrych produkcji ważny jestzbieg wielu czynników – wytwórni, instrumentu, na którym się nagrywa, miejsca,orkiestry, dyrygenta.

– Choć niedawno narynku pojawiła się płyta „Phoenix”, znając Cię, na pewno masz już w głowiepomysł na kolejne nagranie?

– Oczywiście (śmiech). Nie ukrywam swojej miłości do muzyki MieczysławaKarłowicza, który napisał przepiękny koncert skrzypcowy. Jest superznany wPolsce, ale tysiąc kilometrów dalej w jakąkolwiek stronę nikt o nim niesłyszał. Inną moją fascynacją jest też Grażyna Bacewicz, wybitna kompozytorka,fenomenalna skrzypaczka i też za mało doceniona na świecie. Moje plany mająwięc związek z tymi dwiema postaciami.

zdj. Fabrizio Maltese

WYWIAD Z JANUSZEM WAWROWSKIM UKAZAŁ SIĘ W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU PRZEGLĄDU KONIŃSKIEGO

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%