Miniony piątek po południu dla niektórychmieszkańców Gąsina (gmina Przykona, powiat turecki) upłynął pod znakiemwykopek. Na pole należące do państwa Zawadów przyjechali członkowie z KGW wGąsinie, sąsiedzi i rodzina, by zbierać ziemniaki. – Dla naszych dzieci topierwszyzna, ale tutaj nie ma nikogo, kto za dzieciaka nie chodził na wykopki.To kiedyś była taka tradycja – mówi Małgorzata Zawada, prezeska KGW w Gąsinie,która postanowiła wspólnie ze znajomymi pokazać, jak dawniej wyglądały wykopki.Dzisiaj mało kto już o nich pamięta, a wielu nie wie nawet, co to w ogóle jest.
Wykopki w Gąsinie rozpoczęły się w piątek o 15.30. –Nie jest łatwo je zorganizować. Najpierw powstała taka lista próśb do gospodynio ciasto, o kawę zbożową w kance, chlebek ze smalcem, o procenty, takie nasze napojegazowane. Jak została już spełniona, to właściwie nikogo nie trzeba było prosićo przyjście. Chodzi o samą inicjatywę. Wygodnie byłoby wziąć kombajn, ale poco? Wtedy nie byłoby tej posiadówki na polu. Fajnie, że jest taka okazja sięspotkać, porozmawiać, powspominać jak to było kiedyś, wytłumaczyć dzieciom, coto jest radlina, co to kopiec. Ziemniaki obrodziły w tym roku jak obrodziły,ale jak ich nie zjemy my, to zjedzą zwierzęta. Trzeba uszanować to co urosło –mówi Małgorzata Zawada.
A co to radlina? To niewysoki wał ziemi, w którymrosną ziemniaki. Po co usypuje się kopiec? – Ziemniaki pójdą w tak zwanąmogiłkę. Przebierzemy je na zimę. Duże pójdą do piwnicy i będziemy je jeść, ate małe trafią do zwierząt – mamy cielaki, które je zjedzą. Jesteśmy Wielkopolanami,a wiadomo, że Wielkopolska pyrą stoi, to na każdą imprezę, na którą gdzieśpojedziemy z naszymi potrawami będzie można z dumą powiedzieć, że naszeziemniaki są z gąsińskiego pola i jeszcze zbierane naszymi rękoma – wyjaśniaMałgorzata Zawada.
Jak dawniej się zbierało ziemniaki? – Kiedyś trzebabyło je wykopać, zwieźć, był człowiek, który stał na tak zwanej mogile, usypywałten kopiec ładnie, żeby było prościutko, pod linijeczkę, a dzisiaj wszystko pakujesię w skrzynie, na palety i idzie do chłodni – mówią uczestnicy wykopek.
– Zapraszając wszystkich na wykopki od razupowiedziałam, żeby towarzystwo nie liczyło na żadną zapłatę, bo za wykopki sięnie płaci – śmieje Małgorzata Zawada. – Kiedyś chodziło się na odrobki.Tradycją było, że gospodyni i gospodarz wchodzili na pole – co Danusia dzisiajbardzo ładnie tradycję podtrzymała – żebym ja mogła poczęstować ich cukierkiem,a mój mąż polać tak zwanego kielicha, trzeba było obsypać gospodarzy. Toznaczy, że pierwszy uzbierany koszyk ktoś wysypuje gospodarzowi pod nogi i onje musi pozbierać. Tradycją było to, że jak się zbierało ziemniaki, to późniejszło się do kolejnej osoby. Były śpiewy, rozmowy. Ja pamiętam, że zawsze na tejradlinie siedziałam z siostrą. Nigdy za zbieranie nie dostałam pieniędzy, bo ciu których się zbierało przychodzili do nas.
– Kiedyś jak nie było maszyn to jeden od drugiego byłzależny, bo sam niczego nie zrobił. Na takim polu jak to samemu by się tydzieńsiedziało i kopało. Była taka wymiana coś za coś. Kiedyś w wiosce była jednamaszyna, czy dwie i kto je miał mówił: pomożecie zbierać moje, to waszewykopię. Dzisiaj ludzie są mniej zależni od siebie, bo gospodarstwa sązmechanizowane. Dzisiaj przyszliśmy tu hobbistycznie. Nie na odrobek – śmiejąsię uczestnicy. – Jak byliśmy dziećmi i były wykopki to się nie szło do szkoły.To było wydarzenie! Trzeba było pracować. Przyszło się ze szkoły, zjadło sięobiad i szło do roboty. Dopiero później były lekcje odrabiane. Dzieciaki miałykiedyś obowiązki. To było normalne. A teraz tylko telefon i komputer.
– Mam nadzieję, że dzieci widzą, ile miłości wkładamyw tę pracę. Mamy przecież swoje zawody, moglibyśmy się nimi zająć, bo w pracy wgospodarstwie nie ma niedzieli, zawsze trzeba iść oprzątnąć zwierzęta. Teodciski na dłoniach mamy od tego, że szanujemy ten kawałek ziemi. Nie wiem, coby się musiało stać, żebym to oddała i, żeby mnie tutaj miało nie być – dodajeprezeska koła.
Okazało się, że niektórzy uczestnicy wykopek niezabrali ze sobą telefonów. – Dzisiaj to spotkanie pozwoliło się na chwilęzatrzymać. Telefony zostawiliśmy w domach. Nawet się nie interesowaliśmy, czyktoś zadzwonił, czy napisał – mówią. – Dziewczynki nie mogły się doczekać, żebytu przyjść. Każda zbierała w swój koszyczek. Dzisiaj w Gąsinie ziemniaki mają chybatylko w dwóch gospodarstwach. Dawniej w każdym była też przynajmniej jednakrowa, bo to była taka żywicielka domu. Jak się spotkamy w remizie, w kole czyjest jakaś posiadówka we wsi, to starsi o tym opowiadają.
Co najchętniej przygotowują z ziemniaków w domach? –Placki ziemniaczane – plenzy z gzikiem, kopytka, różne kluski, dziady, kluskiśląskie. Jemy dużo ziemniaków. U nas ziemniaki są codziennie w różnychpostaciach – mówią.
O czym rozmawiali, kiedy zbierali ziemniaki? – Żebystarsi nie pruli tak do przodu, bo było jak zwykle na wyścigi. A przecież i takjak skończą swoją radlinę, to pomagają innym. Opowiadaliśmy sobie też kawały –śmieją się.
– Wreszcie się doczekaliśmy, że mamy fajną pogodę inie musimy w błocie siedzieć, bo przecież wiele razy tak było, że człowiekobklejony był cały. Nawet nie zakładałam, że tak szybko pójdzie, ale w takiejgrupie to wszystko możliwe. To zgrana ekipa. Nauczona pracy – mówi MałgorzataZawada.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz