Za narażenie na niebezpieczeństwoutraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu niemowlęcia odpowiada przedSądem Rejonowym w Koninie Aneta Borczyk-Kotwas, pediatra i homeopatka. Dziśzeznawała mama dziecka, a rozprawie przysłuchiwali się antyszczepionkowcy naczele z Justyną Sochą, prezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy oSzczepieniach STOP NOP.
Jak wynika z aktu oskarżenia – pod koniec maja 2019 roku do prywatnegogabinetu Anety Borczyk- Kotwas, pediatry i homeopatki silnie związanej zantyszczepionkowym ruchem STOP NOP, zgłosili się rodzice 8-miesięcznej wtedyMai, których zaniepokoił stan zdrowia ich córeczki. Mimo utrzymujących sięprzez blisko 2 miesiące objawów: z krótkimi przerwami znacznie podwyższonatemperatura sięgająca nawet 41 stopni C, osłabienie, drażliwość, kaszel,obrzęki szyi, wokół lewego ucha i okolicy podżuchwowej, ograniczenie ruchomościszyi, bladość skóry, zaburzenia oddychania – lekarka podawała dziecku preparatyhomeopatyczne, które – jak wynika z treści aktu oskarżenia – nie przynosiły żadnegoefektu terapeutycznego.
Prokuratura zarzuciła lekarce to, że od 28 maja do 20 lipca2019 roku „nie dokonała pełnej oceny jego stanu zdrowia poprzez zaniechaniezlecenia badań laboratoryjnych i mikrobiologicznych, konsultacjilaryngologicznej i neurologicznej i nie zastosowała wymaganego, zgodnego zaktualną wiedzą medyczną leczenia u niemowlęcia (…), tymczasem prawidłowooceniony stan zdrowia dziecka wskazywałby na konieczność jego hospitalizacjijuż 1-2 czerwca 2019 roku, co „usunęłoby stan zagrożenia”.
Zdaniem oskarżycieliAneta Borczyk-Kotwas „będąc lekarzem – gwarantem bezpieczeństwa osoby zagrożonej,naraziła niezaszczepione niemowlę znajdujące się w 8-10 miesiącu życia nabezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku nazdrowiu”.
Dzisiaj przed sądem zeznania złożyła matka dziecka. Zapewniła,że ani ona, ani jej mąż nie bagatelizowali objawów u dziecka i szukali pomocymedycznej. Najpierw Maja trafiła do szpitala w Koninie, a następnie do szpitalaw Poznaniu. Według Karoliny B., to lekarze z konińskiej placówki nie chcielipodać leku przeciwwirusowego, o który prosili rodzice, a powodów złego stanuzdrowia dziecka doszukiwali się w braku szczepień ochronnych. – Zeszczepieniami mamy złe doświadczenia, bo starszy syn miał i do tej pory ma problemy– tłumaczyła Karolina B.
W „stanie zagrażającym życiu” dziewczynka trafiła w końcu doszpitala w Poznaniu. Z wyjaśnień matki wynika, że stan mógł się pogorszyć, bowydłużył się czas przejazdu karetki, która musiała zawrócić do Konina poniezbędne wyposażenie. W Poznaniudziewczynka ostatecznie otrzymała lek przeciwwirusowy. – Reakcja była widoczna,Maja zaczęła ruszać rączkami i się wybudzać – mówiła jej mama.
Karolina B. zapewniła, że przez cały czas ona i jej mąż byliw kontakcie z Anetą Borczyk-Kotwas. – Mieliśmy zaufanie do pani doktor, z którącały czas konsultowaliśmy stan Mai, i to ona zalecała podanie lekówprzeciwwirusowych – mówiła dziś w sądzie.
Zdaniem matki zalecane przez lekarkę preparaty homeopatycznedziałały, gdyż po ich podaniu zauważalna była poprawa stanu zdrowia dziecka.
Dziś, jak przyznała mama, dziecko jest zdrowe i dobrze sięrozwija. Nadal jednak nie zostało zapisane do żadnej przychodni.
Aneta Borczyk-Kotwas wspierało kilkanaście osób. W związku ztym, że na rozprawę nie stawili się wszyscy wezwani świadkowie, sąd wyznaczyłkolejny termin na połowę września.
Za narażenie na niebezpieczeństwo, kiedy to na sprawcy ciążyobowiązek opieki nad osobą narażoną na to niebezpieczeństwo grozi kara od 3miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
ach
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przegladkoninski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz