W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X
Browar od 15.06

Aktualności

Sprawdzają szczelność butli gazowych. Chodzą po domach, wciskają czujniki

2022-02-17 07:25:00
Sprawdzają szczelność butli gazowych. Chodzą po domach, wciskają czujniki

W ostatnim czasie w północnych gminach powiatu konińskiego – Wilczynie i Skulsku – do domów pukają osoby, które sprawdzają instalacje gazowe albo badają szczelność butli. Zawsze kontrola wypada pomyślnie dla mieszkańca, a po wszystkim klient otrzymuje do podpisania dokument. Szybko okazuje się, że kupił czujnik gazu, który kosztuje 249 złotych, a umowa – nawet gdyby chciał ją przeczytać – jest… słabo czytelna.

Mężczyzna (być może po wsi chodzi ich więcej) ubrany jest w firmową kurtkę z napisem informującym o gazowych usługach. – Mówi, że został oddelegowany, by zrobić przegląd szczelności instalacji gazowej w domu. A że klienci z reguły mają butle, bo tam nie ma gazu ziemnego, to sprawdza butle. Niczego nieświadomi klienci wpuszczają tę osobę do domu. On coś przy butli majstruje, bada, twierdzi, że jest w porządku. I każe klientom podpisywać jakiś dokument, rzekomo z tego przeglądu. Większość klientów nawet tego nie czyta. Natomiast szybko okazuje się, że jest to deklaracja umowy usługi zakupu czujnika gazu. To kosztuje 249 złotych. Klientka, która się zgłosiła, mówiła, że miał jej go przywieźć po jakimś czasie – mówi Bernadeta Szmytka, Powiatowy Rzecznik Konsumentów w Koninie.

Wspomniane umowy mają taką wadę, że nie można ich… przeczytać. – Są pisane takim byle jakim drukiem, chyba żeby się nie szło doczytać. Jest częściowo w ogóle nieczytelna. Co prawda przy dobrym wytężeniu wzroku można zobaczyć, że jest pouczenie, iż klient może odstąpić od umowy i informacja, że dostał wzór oświadczenia. Oczywiście nikt nic takiego nie zostawia. Na dole jest jeszcze: Uwaga! Prosimy przeczytać umowę przed podpisaniem. Przy czym – jak tutaj patrzę – podstawą prawną jest ustawa z 2000 roku o ochronie niektórych praw konsumentów i druga z 2002 roku, które już dawno nie obowiązują. Pan sprawdzający butlę twierdzi, że klient musi mu ten dokument podpisać, skoro on zrobił taki przegląd. Później wciska klientowi ten czujnik, bo ten się przecież zgodził, że chce kupić. Klienci nie wiedzą, że mogą od tej umowy odstąpić, bo jest zawarta poza lokalem przedsiębiorstwa – mówi rzecznik. I dodaje, że jeśli ktoś przychodzi z taką ofertą to trzeba sprawdzić kto to jest, jaką firmę reprezentuje i przede wszystkim patrzeć na to, co się podpisuje. – Ja mam tutaj deklarację umowy usługi zakupu. Jest tutaj numer 100/6, czyli już potencjalnie tyle osób to podpisało. W umowie jest zapis: po zapoznaniu się z ofertą firmy indywidualnie zamawiam detektor. Napisane jest też ile kosztuje. Jest możliwość wpłacenia zadatku, na szczęście klientka nic nie zapłaciła, bo jeśli odstąpiłaby od umowy – zaliczka by przepadła – wyjaśnia Bernadeta Szmytka.

Okazuje się, że firma ma siedzibę poza Koninem, działa od 2018 roku i jest oficjalnie zarejestrowana. Z reguły przegląd instalacji przeprowadzany jest u osób starszych. – Młody człowiek, jak ktoś taki przyjdzie do domu to go zwyczajnie wyprosi. Jeśli trafia do starszej osoby, gdzie sporo się mówi o ulatniającym się gazie i czadzie, różnych takich sytuacjach, to jest ona w stanie w to uwierzyć. Ten pan, który chodzi po domach mówi, że to taka gminna inicjatywa. Klientka się zorientowała, że nic takiego nie ma, bo zadzwoniła do sołtysa. On powiedział jej, że nic nie wie o takiej akcji. W jej miejscowości było kilka osób, do których ten pan poszedł. Zanim zadzwoniła do sąsiada, żeby go uprzedzić, to już u niego byli – mówi.

Bernadeta Szmytka zachęca, by w razie wątpliwości kontaktować się z jej biurem w konińskim starostwie (Powiatowy Rzecznik Konsumentów w Koninie). – Moje poważne zastrzeżenia budzi to, że ktoś posługuje się wzorem umowy i przepisami, które już dawno zostały wyłączone, one już nie obowiązują, są zupełnie nowe w tej materii. Pan się nie przedstawił, był w firmowej kurtce, wyglądał wiarygodnie, legitymacji nie pokazał, a ma taki obowiązek. Mówił, że bardziej reprezentuje taką inicjatywę odgórną, gminną, że to niby w dobrym interesie wszystkich klientów, a się okazuje, że działa w interesie głównie tego przedsiębiorcy, który próbuje coś sprzedać. To według mnie bardzo nieetyczne. Chodzi o to, żeby przestrzec klientów, żeby się na coś takiego nie nabierali. Jeśli klienci podpisali taki dokument nie będąc świadomym, jak to rzeczywiście wygląda, to nie mają się czego bać. Jeśli przedsiębiorca twierdzi, że klient nie może zrezygnować z umowy, to nieprawda. Może zrobić to w ciągu 14 dni od momentu, kiedy zawarł tę umowę. Jeśli natomiast ten towar nie został mu wydany, to się liczy ten termin od momentu kiedy go otrzyma – zapewnia rzecznik.

Milena Fabisiak



Śledź nas na

Komentarze

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom: