W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X

Aktualności

Amers wrócił do swoich właścicieli. Rannego psa znaleziono dziś na polu

2020-10-22 15:20:57
Amers wrócił do swoich właścicieli. Rannego psa znaleziono dziś na polu

Poszukiwany od kilku dni, 13-letni Amers wrócił do stęsknionych właścicieli. Jak informowaliśmy wczoraj, pies uciekł podczas spaceru. Później został odnaleziony i… oddany obcej osobie. Nie wiadomo co działo się z nim dalej, dziś rano ktoś znalazł go leżącego na polu, pies był ranny.

Jak już pisaliśmy wczoraj, Amers zaginął w minioną niedzielę wieczorem, w okolicy Puszczy Bieniszewskiej. Niestety poszukiwania nie przyniosły efektu, ale zadziałał internet. Okazało się, że ktoś zamieścił post o odnalezieniu czworonoga podobnego do 13-letniego uciekiniera. Kobieta informowała w nim jednak, że pies został wyrzucony z samochodu. Zamieściła nawet zdjęcie auta. – Skontaktowałam się telefonicznie z tą panią, która przekazała mi, że rzeczywiście znalazła naszego psa, ale nie widziała momentu wyrzucania go z samochodu, tylko tak pomyślała i napisała, ponieważ pies biegł za tym samochodem. Ten samochód ze zdjęcia, nie jest nasz i według mnie nie ma on żadnego związku z psem – mówiła właścicielka zaginionego czworonoga. I choć Amers miał na szyi obrożę i adres właścicieli, kobieta, która znalazła psa… oddała go obcemu mężczyźnie. Jak relacjonowała właścicielce, przy wjeździe do klasztoru w Bieniszewie, pojawił się mężczyzna, któremu po przedstawieniu swojej błędnej relacji, oddała czworonoga. Miał to być około 40-latek, jak mówił o sobie - rozwiedziony, który mieszka z psami i dlatego postanowił, że go przygarnie. Co dalej działo się z psem – nie wiadomo. Dziś rano, ktoś znalazł Amersa na jednym z pól w gminie Kazimierz Biskupi. Tym razem, jak to powinno być zrobione w niedzielę, mężczyzna który natrafił na ranne zwierzę, zadzwonił do właścicieli odczytując numer telefonu z zawieszki przy obroży. Amers trafił pod opiekę lekarza weterynarii. Jest osłabiony, ma rany po pogryzieniu przez inne zwierzęta. Najważniejsze jednak, że jest już ze swoimi właścicielami i będzie wracał do zdrowia we własnym domu.

Olga Boksa

Podziel się

Komentarze

Autor:
Treść komentarza:

Wybierz obrazek na którym narysowany jest dom:




Leśnik
Kaczy pajac czekał na okup a tu lipa
Czytelnik
Nie rozumiem, skoro pies nie był agresywny i miał nr który można było spokojnie wykorzystać, aby poinformować właściciela, dlaczego znalazca tego nie zrobił? Miałam taką sytuacje, pies dostał się do mnie na podwórku gdzie mam też swoje psy, nie zrobiły krzywdy, ale też szczekaniem pokazywały, że to ich teren. Zguba miała nr więc wykonałam tel. Tak proste i nic nie kosztuje. Polecam używać mózgu.


Jesteśmy na: