W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X

Felietony

Reaktywacja województwa

2023-10-31 15:17:00

Reaktywacja województwa

Niekiedy dziennikarze coś muszą zacząć, aby inni mogli kontynuować. Tak może być w tym przypadku. „Przegląd Koniński” wraca do korzeni…

Nasz tygodnik został utworzony w grudniu 1979 roku, czyli czterdzieści cztery lata temu. Miał zasięg wojewódzki. Myślę, że wiele osób o tym jeszcze pamięta. Cztery lata wcześniej, w ramach reformy administracyjnej, w Polsce utworzono czterdzieści dziewięć województw, w tym konińskie. Taki stan rzeczy trwał do 1998 roku. Trochę okrojone konińskie znów wcielono do Wielkopolski, z czego należy się cieszyć, ale nie zawsze…


Reformę polegającą na rozdrobieniu administracji zrobiono po to, aby osłabić duże ośrodki jak Poznań. Takie działania miały niekiedy śmieszne konsekwencje. Dbano o to, żeby mieszkańcy mniejszych województw nie poczuli się gorzej, więc na przykład tytuł „Gazeta Poznańska”, która ukazywała się w całej Wielkopolsce zmieniono na „Gazetę Zachodnią”. Jednak tak było do czasu. Poznań zaczął unosić głowę i wróciła „Gazeta Poznańska”.

Z byłego województwa konińskiego powstały cztery powiaty i Konin, jako wydzielone miasto na prawach powiatu. Tak jest do dzisiaj. Czyli budowaną więź pomiędzy Koninem, Turkiem, Kołem i Słupcą przecięto. Teraz ważniejsze były relacje i zależności powiatów od Poznania. A jemu mogło zależeć, aby byłe województwo rozpadło się definitywnie. Drobnicą łatwiej rządzić.

MTBS

Także my, w powiatach, potworzyliśmy lokalne gazety, które informowały przede wszystkim co dzieje się za miedzą, za ścianą. Ale czas było z tym skończyć. O drobiazgach wszyscy dowiadują się z mediów społecznościowych i tak będzie. Jednak pomimo że nie ma granicy pomiędzy dawnym województwem konińskim a poznańskim, to specyficzne problemy dotyczące całej wschodniej Wielkopolski pozostały.

Może w Poznaniu już nie spoglądają na górników w pióropuszach na głowach, maszerujących podczas Barbórki, jak na Indian, ale czy tam istnieje pełne zrozumienie dla koniecznych zmian w powęglowym terenie, nie jestem do końca przekonany.

Tym bardziej mogą na nas krzywo patrzeć, gdy okazuje się jak dużo potrzeba na to pieniędzy. Pomoże Bruksela, ale bez wątpienia wielka jest pokusa, aby część tych pieniędzy pozostawić w Poznaniu na jakieś tam niepotrzebne opracowania czy inne klituś-bajduś.

Jak już napisałem, my wracamy do korzeni. W całym regionie wschodniej Wielkopolski będzie się ukazywał jeden „Przegląd Koniński”. Jak na początku. W Turku, Kole, Słupcy, czy Kłodawie będzie można przeczytać, co ważne w Koninie i odwrotnie.

Czy w ten sposób znów zjednoczymy region? Myślę, że sami na pewno nie. Potrzebny jest nam taki nasz przywódca (miniTusk). Przypomnę, że ostatnim, konińskim wojewodą, był Stanisław Tamm, którego po rozwiązaniu województwa, przez dłuższy czas, nie chciano zrobić wicewojewodą poznańskim. W końcu się udało. Tamm został nawet wojewodą poznańskim. Czyli można?

Teraz wojewody nikt nam nie da, a poza tym obecnie jest to funkcja typowo administracyjna. Ważniejszy jest marszałek województwa, on dzieli pieniądze. A Konin o stołku choćby wicemarszałka może tylko pomarzyć. Kalisz czy Piła mają. Takie stanowiska piastowali kiedyś Zbigniew Winczewski z Lewicy i Eugeniusz Grzeszczak z PSL-u. PO jakoś Konin olewa. Albo inaczej: nie potrafimy zawalczyć o swoje. Gdy po wyborach samorządowych rozdzielają stanowiska, stoimy jak #cenzura# kącie. Teraz musi się to zmienić, bo nas okradną, nawet z tych należnych nam funduszy europejskich.

PO w Wielkopolsce wygra, nie mam wątpliwości. Ale czy konińska PO zawalczy o wicemarszałka? Czy to potrafi? Czy zakrzykniemy w Poznaniu: potomkowie Indian ze wschodniej Wielkopolski górą? Oby tak się stało. Bo jeśli nie, naprawdę staniemy się rezerwatem. Howgh.